Pod koniec pierwszego dziesięciolecia XVII wieku Zygmunt III Waza, król Polski od 1587 do 1632 roku, polecił wykonać w kamieniołomach chęcińskich (w Czerwonej Górze, gdzie po dziś dzień wydobywa się tzw. polski marmur) kolumnę ogromnej długości, która, według świadectwa współczesnych, miała przewyższyć wspaniałością wszystkie podobne dzieła rzymskie. Przypuszcza się, że zamiarem władcy było wzniesienie pomnika na cześć jego zwycięstwa nad rokoszanami, odniesionego 6 lipca 1607 roku pod Guzowem. Jednakże wykonanie długiej kolumny z jednego bloku marmuru jest sprawą bardzo trudną. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że ówcześni polscy kamieniarze nie mieli dostatecznego doświadczenia w tej dziedzinie, trudno się dziwić, że blok pękł podczas obróbki. Może to stało się powodem, że zamysłu wystawienia pomnika zaniechano, a może przyczyniły się do tego względy innej natury. Dość, że pęknięta w pobliżu środka marmurowa kolumna przeleżała porzucona prawie czterdzieści lat. Dopiero następca Zygmunta III, Władysław IV, postanowił wykorzystać dłuższy fragment owej pierwotnej kolumny na pomnik dla swego ojca, mający zarazem ukazać stolicy chwałę królewskiego rodu Wazów. Na rozkaz monarchy marmurowy walec długości 30 stóp rzymskich (niektóre źródła podają 38 stóp, nie określając bliżej, o jakie stopy chodzi; z późniejszych pomiarów wynika, że sam trzon kolumny miał niespełna 9 metrów długości — obecnie element ten jest nieco krótszy) załadowano na specjalnie skonstruowaną mocną platformę o szerokich, pełnych kołach i przewieziono nad brzeg Wisły, odległy od kamieniołomu o 13 mil niemieckich (prawie 100 km). Platformę ciągnęły woły. W trudniejszych do przebycia miejscach pomagała im spora grupa ludzi, ciągnąca za liny przymocowane do osi kół. Stąd do Warszawy kolumna odbyła drogę wodą — na potężnej tratwie;